Książka, która nauczyła mnie pisać… drugi raz

czyli o tym, jak Artur Jabłoński dał mi po głowie – i całe szczęście

Był rok 2017. Siedziałam przy biurku, przed sobą miałam kubek kawy i pierwszy zlecony tekst, który miałam napisać „do internetu”. Taki prawdziwy, nie na zaliczenie, nie do szuflady, tylko do ludzi.

Nie będę ściemniać – pisałam tak, jak mnie uczyli w szkole. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Spójność, logika, przecinki. Brzmiało poprawnie. I było… kompletnie nieskuteczne. Tekst przeczytały cztery osoby – w tym ja dwa razy.

Wtedy ktoś polecił mi książkę Artura Jabłońskiego: „Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować)”.

Zamówiłam. Przeczytałam. I zapamiętałam z niej jedno: clickbait działa.

Tak, to było moje najważniejsze odkrycie. Świat nagle przestał być logiczny, a zaczął być… skandaliczny. Szokujące nagłówki? Emocje? Słowa klucze? To był zupełnie inny język. Język internetu.

Ale jak to często bywa z pierwszymi lekturami – rozumiałam wtedy tylko to, na co byłam gotowa. Całą resztę mój mózg zakodował jako „do przeczytania później”.

Później nadeszło kilka lat. I nowa ja.

Wróciłam do książki po latach – już jako osoba, która przepracowała mnóstwo tekstów, kampanii, strategii. Ktoś mógłby powiedzieć: po co wracać do tej samej książki?

A ja Wam powiem: bo tym razem przeczytałam ją zupełnie inaczej.

I nagle okazało się, że clickbait to nie cała prawda. Bo dobry nagłówek bez wartościowej treści to obietnica bez pokrycia. A obietnica bez pokrycia to pierwszy krok do straty zaufania. I klienta.

A potem przyszły „aha!” momenty

W końcu dotarło do mnie, o co chodziło z tą personą, tym językiem korzyści, z testami A/B. Artur nie pisał tej książki, żeby nas oczarować. On ją napisał, żeby nas przywrócić na ziemię – do realnego pisania, które ma cel i sens.

Bo to nie magia sprawia, że ktoś kupuje. To zrozumienie potrzeb drugiego człowieka. A potem odpowiedź na te potrzeby – słowem, tonem, strukturą. Bez ściemy, bez pustych frazesów.

I wiecie co?

Ta książka nie rozwiąże wszystkich Waszych problemów. Ale sprawi, że zadasz sobie właściwe pytania. Takie, które otworzą drzwi do lepszych tekstów. Do świadomego pisania.

Dla mnie to książka, która działa jak kubek mocnej kawy w poniedziałkowy poranek. Przypomina, co jest ważne. I że nie trzeba pisać dużo – trzeba pisać z sensem.

Podsumowując…

Nie wiem, na jakim etapie jesteś Ty. Może dopiero zaczynasz. A może, tak jak ja, wracasz po latach do książek, które kiedyś wydawały się proste. Ale jeśli tworzysz w internecie – to warto tę pozycję znać. A najlepiej: mieć pod ręką i wracać, kiedy wszystko zaczyna się rozmywać.

Bo czasem wystarczy jedno zdanie, żeby wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce.

Masz podobne doświadczenia z tą książką? A może dopiero planujesz po nią sięgnąć? Daj znać w komentarzu – chętnie pogadamy o tym, co naprawdę działa w pisaniu online.