
Między wiarą a prawdą
Raz na jakiś czas pojawia się w mojej głowie bardzo konkretna potrzeba. Nie na lekką historię, nie na „coś przyjemnego”. Raczej na coś, co poruszy, czasem nawet wstrząśnie. I z doświadczenia wiem, że nic nie działa na mnie tak mocno jak dobry reportaż oparty na faktach. W zależności od nastroju sięgam po tematy kryminalne, medyczne, społeczne – takie, o których na co dzień nie myślę, bo są za trudne, za niewygodne, za bardzo odsunięte na bok. A jednak, kiedy je czytam, okazuje się, że dotykają mnie dużo bardziej, niż bym chciała.
Najczęściej wybieram reportaże o sprawach, które teoretycznie mnie nie dotyczą. Przynajmniej tak sobie to tłumaczę. Ale prawda jest taka, że jako millenialska bardzo często odkrywam, że one dotykają mnie osobiście. Jednym z takich tematów jest kryzys wiary. Dorastałam w świecie, w którym chodzenie w niedzielę do kościoła było normą. Jednocześnie należę do pokolenia, które było świadkiem wyciągania kościelnych brudów na światło dzienne. I te dwie rzeczy – wychowanie w wierze i późniejsze pęknięcie tej bańki – cały czas się we mnie ścierają.
Pokolenie pomiędzy – ani tam, ani już nie tu
To bardzo osobisty temat. Z jednej strony jestem człowiekiem wychowanym w wierze, z drugiej – częścią pokolenia, które przestało godzić się na wszystko, co się mu wmawiało. Sięgając po takie książki, mam wrażenie, że gdzieś w głowie próbuję sobie coś poukładać, a może nawet usprawiedliwić własne wybory. Jedną nogą nadal stoję w wyuczonych przyzwyczajeniach, w schematach z dzieciństwa. Drugą – bardzo nieśmiało wchodzę w świat, w którym coraz wyraźniej widać, że wiele rzeczy było iluzją, a autorytety, które miały być niepodważalne, wcale nie są lepsze od nas. Czasem są po prostu gorsze.
Mam poczucie, że to temat szczególnie trudny dla mojego pokolenia. Zupełnie nieakceptowalny dla dziadków. Bardzo bolesny dla rodziców, którzy w dobrej wierze prowadzili nas co niedzielę do kościoła. I jednocześnie niemal obojętny dla naszych dzieci, które nie są już z Kościołem emocjonalnie związane. My – milenialsi – jesteśmy gdzieś pomiędzy. Doświadczyliśmy ogromnych zmian: systemowych, światopoglądowych, technologicznych. Od kiedy pamiętam, ciągle musimy się do czegoś dostosowywać, coś przemyśleć od nowa, coś zrozumieć, coś odrzucić.
Nie odchodzę bez powodu
Może dlatego sięgam po tego typu reportaże. Bo one nie próbują mnie uspokoić. Nie mówią, że „wszystko będzie dobrze”. One pozwalają spojrzeć prawdzie w oczy i samodzielnie zdecydować, co zrobić z tym, co stare – czy zamknąć to w szufladzie, czy pozwolić wyjść na światło dzienne, ryzykując, że w naszym życiu trochę namiesza. I chyba właśnie tego najbardziej potrzebuję od literatury faktu: nie odpowiedzi, tylko przestrzeni na własne, często bardzo niewygodne myśli.
Jeśli masz podobnie – jeśli czasem czujesz, że te tematy gdzieś w Tobie siedzą, choć nie zawsze masz ochotę je nazywać – zapraszam Cię do przeczytania mojej recenzji książki Zakrystia na blogu. A jeśli po tej recenzji poczujesz, że to dokładnie ten moment, sięgnij po samą książkę. Nie po to, żeby zmieniać swoje poglądy czy cokolwiek udowadniać, ale po to, żeby na chwilę zatrzymać się z własnymi myślami i sprawdzić, czy one też nie domagają się wybrzmienia.
O autorce:

Katarzyna Dulian – Twórczyni BookBinge.pl.
Czytam, by rozumieć ludzi. Piszę, by dzielić się tym, co zostaje po ostatniej stronie książki. Recenzuję thrillery, literaturę psychologiczną i biznesową z kobiecej perspektywy.

Inne z kategorii reportaż:
.



